Dokąd idziesz polska muzyko? [felieton]

flaga polskiJaki jest ten nasz rodzimy rynek fonograficzny? Gdyby zrobić sondaż wśród Polaków, sądzę, że wyniki byłyby bardzo nieprzychylne. Bądźmy jednak szczerzy – jakoś polskiej muzyki popularnej nie jest zadowalająca, a świadczą o tym liczby – o ile udział polskich nagrań w sprzedaży fizycznej jest wysoki (w ubiegłym roku w T100 sprzedaży detalicznej płyt było 48 polskich propozycji), co jest jednak typowym zjawiskiem obserwowanym na całym świecie, to już czy to w zestawieniach streamingowych czy radiowych*, które dość wiarygodnie oddają zainteresowanie muzyką, jest, mówiąc kolokwialnie, kiepsko.

*W tym miejscu chcę wyrazić swoje niezadowolenie. Polska, 38-milionowy kraj, którego rynek muzyczny znajduje się na 21. miejscu na świecie (w zależności kto i kiedy liczy) nie ma wiarygodnego zestawienia zainteresowania muzyką! Lista OLiSu dość dobrze oddaje sprzedaż fizyczną albumów (na której bazuje nasz rynek), jednak w dalszym ciągu nie są uwzględniane, poza wyróżnieniami, dane dotyczące sprzedaży cyfrowej (niewielkiej, ale jednak!) czy streamingu z popularnych serwisów w tym YouTube, który jest głównym źródłem muzyki Polaków. Jeszcze gorzej jest w przypadku badania zainteresowania pojedynczych utworów – mamy jedną listę radiową, która niezbyt dobrze oddaje konsumpcję muzyki, szczególnie wśród młodych. To wstyd dla nas!

25 lat wolności

Nie ma jednak co się dziwić, historia nam nie pomagała. Po wojnie nasz kraj potrzebował dużo czasu na odbudowę (co właściwie ciągle widać), a przyszedł komunizm, którego żelazna kurtyna dość dobrze separowała nasz rodzimy rynek od szybko rozwijających się zachodnich trendów i technologii, na których bazowała ówczesna muzyka. „Rodzimy rynek” jest słowem trochę na wyrost, bo o wolności wolnorynkowej nawet się nie marzyło, a stosowane regulacje były zdecydowanie anty-rozwojowe. Nic dziwnego, że w 1993 roku IFPI oszacowało piractwo fonograficzne w Polsce na ponad… 90%!

Zmiana ustroju otworzyła drogę powstawaniu rodzimych wytwórni. Potrzeba było trochę czasu na ich rozwój, które swój szczyt osiągnęły na początku XXI wieku. Najlepszym znakiem tamtych czasów był zespół Ich Troje, których płyty biły rekordy popularności. Wszystko jednak się załamało, gdy rynek światowy zaczął walczyć z nowym wrogiem – Internetem.

Internet = piractwo

Rozpowszechnienie się sieci i nowego rodzaju piractwa – piractwa cyfrowego – wywołało popłoch w branży, która zaczęła się zwijać. Ta próbowała się ratować poprzez fuzje i przejmowanie mniejszych krajowych labelów tworząc początki wielkiej czwórki (po likwidacji EMI – trójki). Nie ominęło to także Polski. Niestety, zagraniczny kapitał stawiał nie na repertuar krajowy a dystrybucję muzyki zagranicznej – to zabiło na wiele lat rozwój polskiej muzyki pop. Młodych wykonawców było jak na lekarstwo, a ci, których kariera rozwinęła się w okresie transformacji nie byli wstanie konkurować z dopracowaną, zachodnią muzyką. Co gorsze, wcale nie musieli tego robić.

Idealnym przykładem jest zespój Bajm. Ostania płyty nie przyniosły wielkich przebojów na miarę Białej Armii czy Myśli i słowa. Nie przeszkadza to w inkasowaniu co najmniej 40-50 tys. za koncert, choć kwota za występ, w przypadku dużych imprez sięga i ponad 150 tys. Po co tworzyć coś nowego, skoro można bazować na starym, sprawdzonym repertuarze? Tak właśnie powstaje patologia rynku… A co z młodymi ludźmi?

Łatwo nie mieli. Duże wytwórnie nie chciały inwestować w młodych wykonawców, a ci nie mieli funduszy na produkcję muzyki na profesjonalnym poziomie. Programy rozrywkowe, które w założeniu miały kreować nowe gwiazdy, kierowały się jedynie słupkami oglądalności i wielkością dochodów z reklam i audiotele, co ze wsparciem muzyki miało nie wiele. Przekonało się o tym naprawdę wielu, począwszy od Klaudii Kulawik, która została wykorzystana przez machinę telewizyjną, po Dawida Podsiadło, który wprost skrytykował program, dzięki któremu jego kariera nabrała biegu. Całe szczęście do głosu doszedł internet – tak, ten sam, który pociągnął 15 lat temu branżę w dół.

Internet szansą dla rynku

Okazało się, że Internet, w którym z roku na rok spędzamy co raz więcej czasu, może służyć nie tylko pracy ale i rozrywce, w tym i pozyskiwaniu muzyki (świadczą o tym choćby statystyki serwisów streamingowych). Jak na złość wytwórniom muzycznym, młodzi wykonawcy zaczęli podbijać serca słuchaczy wbrew wszystkim planom wydawniczym i kontraktom płytowym – najpierw w tych najbardziej rozwiniętych krajach świata, teraz także i w Polsce. Arctic Monkeys, grupa której kariera zaczęła się na MySpace, czy Justin Bieber to najlepsze przykłady. W Polsce prekursorką nowego trendu była Kasia Popowska – artystka jak na razie jednego przeboju, która realizuje się jako tekściarka dla innych gwiazd.

Jak na razie polski mechanizm jest relatywnie prosty – headhunterzy agencji artystycznych pracujących przy wytwórniach wyłapują młodych wykonawców, którzy budzą duże zainteresowanie w social media. Mamy ich właściwie całkiem sporo: w czołówce są oczywiście Dawid Kwiatkowski** (Music Social Index: 136k) czy Saszan (MSI: 70k) – dla porównania MSI Dody to 96k – a młodego narybku z MSI powyżej 5k oraz jakimiś własnymi piosenkami jest na pęczki (Artur Strączek 7,7k, Mateusz Mijał 13,8k)  i tylko czekają aż jakaś wytwórnia się nimi zainteresuje, o ile już tego nie zrobiła.

** Music Social Index jest to wskaźnik pozwalający ocenić zainteresowanie danym wykonawcą w social mediach. MSI uwzględnia liczbę subskrypcji YouTube i Spotify oraz popularność w serwisach Facebook, Twitter i Instagram. Średnio 55% punktów pochodzi z subskrypcji muzycznych, 45% z mediów społecznościowych.

Muzyka górą

Co dalej? Wystarczy popatrzeć na zachód, bo tam model kariery bazującej na social mediach wyewoluował do czegoś bardziej efektywnego. Internet działa swoimi prawami i okazuje się, że rzeczywiście muzyka broni się sama***, co można zauważyć nawet w aktualnym notowaniu Billboard Hot 100 – Watch Me (Whip/Nae Nae) to przebój kompletnie nieznanego rapera Silentó, który zdobył popularność dzięki internetowi właśnie. Popularność nagrania zwróciło uwagę Capitol Records, które szybko podpisało kontrakt z muzykiem. A takich przykładów jest więcej: Cherleader OMIego czy Shut Up and Dance grupy WALK THE MOON. Z drugiej strony mamy wielkie gwiazdy, których muzyka nie dociera do T10 notowań muzycznych (Britney Spears i Pretty Girls, Katy Perry i Birthday oraz This is How We Do, Lady Gaga i G.U.Y., Madonna i wszystkie single z Rebel Heart itp.).

*** Ciągle krąży przekonanie, że muzyka pop (mówię tutaj o tej o najwyższy, światowym poziomie) jest słaba, nudna, wtórna, a przede wszystkim popularna dzięki supportowi wielkich wytwórni (i Iluminatów rzecz jasna!). Ta opinia ukształtowała się w drugiej połowie ubiegłego wieku w Stanach, kiedy głównym źródłem muzyki ale i wyznacznikiem  jej popularności było radio. Właśnie wtedy powstał brzydki proceder payoli, czyli emisje utworów za łapówki wytwórni. Proceder jest obecnie zakazany, ale tzw. payola pośrednia nadal istnieje – to temat na oddzielny wpis. Niemniej jednak chcę zauważyć, że utwory, które niezależnie zyskują popularność w sieci, wpisują się idealnie we wzorce muzyki pop, które skrupulatnie staram się opisywać na blogu. Jak widać nikt nikogo nie zmusza do słuchania popu ; )

Widać, że miliony na koncie oraz Facebooku nie gwarantują przeboju. Wniosek dla zaczynających karierę muzyków – inwestujcie w swój wizerunek i twórzcie jak najlepsze nagrania. Wydaje się, że za 2 – 3 lata nowy trend dotrze także do Polski i oficjalnych notowaniach muzycznych pojawią się internetowe virale. Oczywiście pod warunkiem, że amatorzy będą wstanie nagrać coś co może konkurować z muzyką zachodnią. Łatwo nie jest i problemy z przebiciem się mają profesjonalni rodzimi muzycy. Jest jednak zdecydowanie łątwiej niż jeszcze kilka lat temu – znowu dzięki technologii. W zasięgu kilku kliknięć myszką możemy mieć profesjonalne oprogramowani, na którym pracują producenci najwyższej klasy. Świeże podejście pokolenia Ygrek do muzyki w końcu przyniesie wyczekiwany przez wielu efekt. Pierwszą jaskółeczki już są – mamy Margaret, która postawiła na współpracę ze Szwedami, mamy Sarsę, której Naucz Mnie – jedno z najlepszych krajowych nagrań ostatnich lat – bije kolejne rekordy popularności. Czekamy na kolejne – w końcu dwadzieścia pięć lat wolności robi swoje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s