Tidal to klapa a i tak nie rozwiązałby problemów. Wykonawcy zarabiają dobrze, autorzy muzyki – nie.

140904tidalweb1Blisko miesiąc temu największe największe gwiazdy branży muzycznej podpisały się pod nowym serwisem muzycznym – Tidalem. Jego głównymi atutami miały być: wysoka jakość dźwięku oraz godziwa wypłata dla muzyków. O tym pierwszym pisałem więcej tutaj, o tym drugim warto powiedzieć również teraz.

Rewolucja muzyczno-finansowa serwisu miała polegać na wysokim współczynniku wypłaty za pojedyncze odtworzenie. Spotify wypłaca średnio, w zależności od stosunku odtworzeń z subskrypcji do tych wspieranych reklamami, 6 do 8,4 tys. dolarów za milion odtworzeń, choć, w przypadku niskiego udziału odtworzeń z kont premium, może być to zdecydowanie mniej. Szacuje się, że dochód z miliona odtworzeń wspieranych reklamami to ok. 1 tysiąc dolarów. Stąd, mimo że odtworzenia freemium stanowią ponad 50% odtworzeń w Spotify, generują mniej niż 20% dochodu serwisu.

Godziwa zapłata

W jaki sposób Tidal chciał zwiększyć ten dochód? Poprzez likwidację opcji freemium, ograniczenie czasowej opcji trail, podniesienie ceny standardowego abonamentu oraz podniesienie stawki % dla właścicieli praw. Faktycznie – przekłada się to na wzrost stawek za pojedyncze odtworzenie zakładając stosowaną przez serwisy formułę:

Stawka = Dochód * % właścicieli praw / całkowita liczba odtworzeń

Właściciele serwisu zapomnieli o pewnej kwestii. Dokładnie tej samej, o której zapominają politycy (czyt: kwestie podatkowe). Owszem, podniesienie ceny usługi zwiększa dochód od pojedynczego odtworzenia, ale jednocześnie obniża popyt i liczbę odtworzeń. Najbardziej spektakularnym przykładem jest słynna krzywa Laffera odnosząca się do podatków.

Tym sposobem po pierwsze Tidal wypadł z Top800 najczęściej pobieranych aplikacji w Stanach i oscyluje w okolicach 50. miejsca listy najpopularniejszych apek muzycznych za oceanem. Łącznie serwis posiada 700 tys. osób subskrybujących usługę, jednak blisko 80%(597 tys.) pochodzi z transferu z serwisu WiMP. Co jest jeszcze gorsze – całkowity streaming w serwisie jest na poziomie ok. 1 miliona dziennie (za serwisem HITS). Mniej więcej tyle zdobywa 20. pod względem popularności piosenka w Spotify a w sumie T50 zyskuje dziennie 50 – 60 mln odtworzeń, w zależności od dnia tygodnia.

Cena – w górę, popyt – w dół, zysk – ???

Co to oznacza? Otóż nawet bardzo wygórowane stawki za pojedyncze odtworzenie nie są wstanie skompensować dramatycznie niskiego streamingu. Innymi słowy – kosztowny abonament obniżył popyt i zmniejszył całkowity dochód, co doskonale opisują nawet najprostsze modele ekonometryczne maksymalizujące zysk. W ten sposób przeciętny wykonawca, mimo pięknej idei, i tak otrzyma więcej od złego Spotify niż dobrodusznego Tidala.

Przekonała się o tym Rihanna. Jej nowy singiel American Oxygen został ekskluzywnie opublikowany w serwisie Jay’a-Z. Odbiło się to bardzo na sprzedaży singla, który w pierwszym tygodniu (a właściwie w pierwszych 4 dniach od premiery) rozszedł się w nakładzie zaledwie 19 tys. kopii w Stanach(za Nielsen SoundScan). Trudno oszacować jaka sprzedaż byłaby, gdyby Roc Nation użyło sprawdzonej kampanii promocyjnej. Nie ma jednak wątpliwości, że straty są znaczne i bez wątpienia nie skompensuje ich mizerny dochód z Tidala, mimo dużych stawek za odtworzenie. 

Najbardziej poszkodowani nie wykonawcy a twórcy!

Tidal nie rozwiązuje także innego problemu – bardzo niskich stawek dla autorów tekstów i muzyki, szczególnie za Oceanem. Wg informacji Jay’a-Z, Tidal przekazuje 75% dochodów (dokładnie to 62,5% wytwórniom wraz z wykonawcami i 10,5% autorom) właścicielom praw do nagrań niezależnie od wytwórni (Spotify ma ten sam wskaźnik na poziomie 70%, przy czym mniejsze wytwórnie zyskują na ogół mniej).

streaing_biglabels

Przepływ pieniędzy od serwisów streamingowych do właścicieli praw do nagrań na przykładzie dużych wytwórni. http://futureofmusic.org/

Trzeba jednak pamiętać, że autorom tekstów i muzyki również należą się wynagrodzenia z tytułu praw mechanicznych i do wykonywania, co łącznie stanowi 10,5% dochodu serwisu streamingowego aktywnego. Stawka nie jest jednak negocjowalna a z góry ustalana przez rząd US, więc Tidal pod tym względem nie jest konkurencyjny. Po odliczeniu inkaso HFA czy PROs(kilkanaście procent), uwzględnieniu umowy publishingowej(zazwyczaj 50%) i podziału między wszystkich twórców(których prawie zawsze jest kilku), dochody są żenująco niskie. Zwrócił uwagę na to m.in. Bono:

We all now understand the Internet is giving us access to information that is mostly flattening an uneven playing field. This is all good except when some technologists think that creative content is only valuable in its ability to show off their wares – hard or soft.

Some say musicians should be pleased with new ways to promote live concerts but I remind people that Cole Porter didn’t play live shows. Songwriters are getting a poor deal right now. The reason I respect for-fee services like Spotify is that they are slowly turning people who are used to getting their music for-FREE, into paying ten dollars a month for a subscription model.

Wspomniał o tym niedawno także Ne-Yo, podkreślając, że songwriterzy zarabiają 12 – 14 razy mniej niż wytwórnia czy artyści-wykonawcy – średnio 90 dolarów za milion odtworzeń. Rok temu Aloe Blacc zwrócił uwagę, że Wake Me Up! z tytułu praw autorskich za 168 mln odtworzeń w serwisie Pandora (serwis streamingowy pasywny, w przeciwieństwie do Spotify) uzyskało… 12,359 tys. dolarów (74$/mln), z czego on uzyskał mniej niż 4 tys. Podobnie było z Happy – za 43 mln odtworzeń otrzymano $2,7k (62$/mln) czy All Of Me – $3,4k za 55 mln odtworzeń w Pandorze. Aktualnie, zgodnie z umowami między Pandorą a PROs, serwis płaci 1,75% swoich dochodów BMI i 1,85% ASCAP. 

Najśmieszniejsze w całej historii (i jest to niestety czarny humor) jest to, że całe wydarzenie zbiegło się z rozprawą sądową między Pandorą a SoundExchange w sprawie stawek za publiczne wykonywanie. Co w tym śmiesznego? Otóż to, że SoundExchange odpowiada za pobieranie performance royalties dla wytwórni. Natomiast w przypadku BMI (reprezentuje twórców) Pandora planuje obniżyć stawkę do 1,7% dochodów.

Obecnie jesteśmy w trakcie wielkiej transformacji branży muzycznej. W 2014 roku pierwszy raz w historii dochód z rynku cyfrowego zrównał się z dochodem fizycznym. To wszystko dzięki streamingowi. Przed branżą jednak poważne zadania: konieczna jest praca nad sprawiedliwym podziałem zysków między wytwórnię, wykonawców i autorów oraz stopniowe wycofywanie opcji freemium tak, aby stawki za odtworzenie były wyższe a Internauci nie wrócili do piractwa. A co do Tidala – pierwszy miesiąc pokazał, że granie na emocjach fanów się nie uda. No może z malutkimi wyjątkami ; ) I wygląda na to, że nawet ekskluzywna premiera albumu Beyonce i Jay’a-Z niewiele pomoże.

Reklamy

3 thoughts on “Tidal to klapa a i tak nie rozwiązałby problemów. Wykonawcy zarabiają dobrze, autorzy muzyki – nie.

  1. Nie jestem znawcą dzisiejszych popowych artystów, ani ich wielbicielem.
    Jednak co do branży muzycznej mam jako takie przemyślenia.

    1. Generalnie wiadomym jest, że fizyczne nośniki super szybko odchodzą do lamusa i nie zdziwię się gdy już za kilka lat to nie CD będzie liderem w tej części rynku muzycznego, a płyta winylowa. Oczywiście fizyczny nośnik to będzie niszowa sprawa.

    2. Formaty cyfrowe od (swojego nielegalnego jeszcze) początku były gigantycznym problemem dla branży. Problem na poważnie zaczął rozwiązywać dopiero Jobs za pomocą iTunesa. I to Apple było na fali, kosztem starego modelu dystrybucji nośników fizycznych. Ale ściąganie muzyki dziś staje się już przeszłością, bo streaming wdziera się w sektor cyfrowy.
    Ale Apple faktycznie może powalczyć z jakąś sensowną ofertą. Ma BeatsMusic, posiada spory katalog i przekonuje wytwórnie to porzucenia Spotify z Freemium. Może ostatecznie kupić Spotify. Unifikacja ściąganego serwisu ze streamingim też zwiększy sprzedaż.

    3. Tidal to poroniony pomysł, co udowodniłeś. Ale jeśli chodzi o bezstratny streaming to przecież można taką opcję dodać (choć pewnie nie prędko – patrz 4) do już istniejących serwisów. Więc wybitny skok na kasę.

    4. Na razie popularność streamingu jest i tak ograniczona poprzez wciąż słabo rozwinięty LTE, szczególnie w Polsce. Dopiero realne duże prędkości bezprzewodowego i nielimitowanego neta (czyli takie osiągane przy dużej liczbie użytkowników). Jak to się poprawi streaming stratny i bezstratny pójdzie do góry. Poza tym mogą telekomy dawać promocje LTE + abonament np. Spotify w korzystnej cenie. Ale to już jest w gestii telekomów.

    5. Dobry model taniego premium od Spotify czy Apple może znacząco podnieść przychody branży muzycznej. Choć może być ciężko z przekonaniem „freemiumowców” do przejścia na premium. A zbyt pochopne reakcje mogą odbić się czkawką pod znakiem powrotu do piractwa. Ale jak to chwyci, to wyniki finansowe mogą być tak duże jak w czasach świetności CD. Tyle, że siłą napędową i głównym graczem będzie ten kto udostępnia platformę.

    6. Co do modelu podziału dochodu muzyków w przypadku streamingu to jeszcze nic straconego. Przy dzisiejszej trywialnej muzyce głównego nurtu (co ukazała popularność Uptown Funk, wcześniej Happy) może pojawić się spora nisza dla nowych niezależnych wytwórni i „wytwórnienek” oferujących dobre warunki współpracy finansowej. To będzie długi proces przejścia na swoje artystów. Sorry za wyrażenie, ale środki produkcji nie są już w pełni w rękach wytwórni. Przy CD była inna gadka, teraz można nagrać za względnie małe koszty coś genialnego i to sprzedać. A jak się będzie powiększał rynek (teraz już cyfrowy) to i pojawi się miejsce na nowych graczy. Co zapewne będzie rozwijane ku uciesze Spotify/Apple, które będzie chciało rozegrać wytwórnie (szczególnie te duże) pod swoje interesy=zyski.

    Duża konkurencja może zatem dać dobrą muzykę słuchaczom i w miare godziwe zarobki twórcom.

    • Baaaaaaaardzo dziękuję za świetny komentarz! Liczę, że nie raz będziesz zaglądał tutaj 🙂

      Ad.1. Byłbym pod tym względem rozsądny. Nie wydaje mi się, że nakład czy dochód z płyt LP przekroczy ten z CD, raczej podejrzewam, że sprzedaż płyt CD ustabilizuje się na pewnym stałym, kolekcjonerskim poziomie, mimo wszystko wyższym od sprzedaży LP – choćby z przyczyn technicznych (cena odtwarzaczy), ekonomicznych (cena) czy kulturowych.

      Ad.2. Wydaje mi się właśnie, że jeśli ktoś ma zrewolucjonizować rynek to Apple. Plotki mówią, że nazwa „Beats” nie będzie używana, a „Apple Music”. W sumie to normalne posunięcie wizerunkowe.

      Ad.3. Oczywiście, że tak i główne serwisy już to robią. Wiadomo, że każda dodatkowa płatna opcja, to wyższy dochód (gradacja oferty). Niemniej jednak opieranie serwisu wyłącznie na tym i na ekskluzywnych premierach kilku gwiazdek to bzdura 😀

      Ad.4. Trafna uwaga! Wszystko wskazuje, że to urządzenia mobilne będą przyszłością streamingu – wystarczy popatrzeć na ich liczbę w obiegu, popularność czy ich możliwości. Podejrzewam, że w pewnym momencie słuchacze będą na tyle leniwi, że będą woleli zapłacić za serwis streamingowy i mieć dostęp do pełnego katalogu, niż szukanie wersji pirackich nagrań.
      W tym momencie przepustowość łącza jest faktycznie sporym ograniczeniem. Być może zmieni się to nieco po udostępnieniu sieci Aero2 operatorom komórkowym.

      Ad.5. Dokładnie tak! Temat jest jednak bardzo delikatny (piractwo) i wydaje mi się, że tylko Apple Music ma odpowiednie środki do zmian. No do tego dochodzi jeszcze płatna subskrypcja YouTube, ale podejrzewam, że dochód z tego nie będzie bardzo duży.

      Ad.6. To prawda, teraz każdy może tworzyć muzykę. Każdy również może muzykę wydawać, co opisałem we wpisie poświęconym TuneCore i CD Baby. Ciągle jednak poważną przeszkodą jest promocja – mimo Internetowi ciężko się przebić przez grubą warstwę muzyki słabej i to właśnie wytwórnie ciągle mają tutaj dużo do powiedzenia. Niemniej jednak patrząc na wzrosty dochodów agregatorów idzie ku lepszemu.

      Jeszcze raz dzięki za świetny komentarz! 🙂

      • Dziękuje za odpowiedź. Będę tu często zaglądać, bo to naprawdę rzeczowy blog o muzyce. Można się sporo nauczyć.

        1. Może być i tak. Ja mam na uwadze jednak rynek USA, gdzie w 2005 przychody w $ z CD był większe o 390x od winyli. W 2008 (roku startu mody na winyle), było to już 90x, a w zeszłym 2014 roku było to już niecałe 6x!!. Co ciekawe wyniki finansowe za Q1 2015 pokazują wzrost sprzedaży winyli o 50%. Danych o CD nie mam, ale pewnie będzie to standardowo ok. -15%, co uszczupli przewagę CD na winylami do 3x. Więc wcale to nie jest takie nierealne. Ale może też nastąpić spadek mody na winyle (na przykład w Niemczech w 2013). Co do kolekcjonerskich wydawnictw to tu też może wygrywać winyl, gdyż przy dzisiejszym masteringu i kompresji znika cała dynamika utworów cyfrowych (czyli także i CD). A analogowy winyl jest ciężko skompresować. Ekonomicznie opłaca się CD, ale najbardziej plik/streaming. Po za tym zapaleńcy (czyli głównie miłośnicy dawnych sław) kasą szastają i mogą chcieć kolekcjonerskie edycją w formie wydanej oryginalnie (lata 50-60-70-80) i pewnie będą rzucać zahypenotyzowani na retro winyle. Trend na razie jest po mojej stronie, ale wszystko się może jeszcze okazać..
        P.S. Ja uwielbiam Winyle od dawna, od czasów gdy wszyscy je mieli gdzieś. Są dla mnie trochę za drogie, ale jak dla mnie bardzo fajne są.

        Ad 4. Aero2 może za słabą wydajność (wersja 512 kbps). Plus te limity. Stratne formaty wysłuchasz kilka godzin dziennie, ale innych rzeczy na smart fonie nie zrobisz. Bezstratne to 2-4x większa przepustowość/limitożerność więc jest jeszcze pole do popisu dla telekomów. Ja liczę, szczególnie u nas na w końcu rozsądne LTE dla sporej liczby osób na raz. Nie chodzi mi o 300 mbps dla każdego bez limitu, bo to mrzonka w tej dekadzie, ale już 10 mbps bez limitu, nie spadające w ciężkim ruchu poniżej 5 mbps to już byłby sukces. Bo streaming to nie tylko aac czy flac, ale i video full hd (10 mbps). Więc większa szybkość jest pożądana.

        Ad 6. Mi raczej chodziło o nowe wytwórnie, a nie niezależnych wolnych strzelców. Patrząc po bezradności managerów dotychczasowych gigantów wobec Mp3 i piractwa, które ukrócił dopiero ambitny, niezwiązany z branżą ale komputerami Apple. Wnioskuje więc, że jest całkiem realne, że gdy powstanie nowy trend muzyczny jak kiedyś grunge, to taki nowoczesny Sub Pop będzie w stanie dużo łatwiej wyprodukować i wypromować i zdetronizować takie WMG. Bo jeśli niezależna wytwórnia da artyście względną wolność artyście, sprawiedliwe warunki i sukces to będzie lepsze od starego wyjadacza, który da tylko to ostatnie. Ale to tylko moja teoria.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s