Po co nam prognozy sprzedaży?

dvd-replicationZ pewnością zauważyliście, że bardzo dużo miejsca poświęcam różnym liczbom – głównie wszelkiej maści statystykom związanym z notowaniami muzycznymi. Nie można się zbytnio dziwić – blog poświęcony muzyce popularnej „od kuchni” musi w jakiś sposób mierzyć wielkość jej oddziaływania na społeczeństwo, a zestawienia czy to sprzedaży, streamingu czy radiowej słuchalności pozwalają choćby częściowo taki pomiar realizować.

Jeszcze bardziej niż ja, takie liczby śledzą przede wszystkim wytwórnie muzyczne. I znowu nic dziwnego – to właśnie zysk ze sprzedaży albumów jest ich głównym źródłem dochodu, a nie da się osiągnąć jego maksimum(nie mylić z maksimum sprzedaży!) bez wykonania rzetelnej analizy.

Typowa krzywa dla płyt CD obrazująca zależność dochodu od ceny fonogramu. Jak widać zarówno zbyt niska jak i zbyt wysoka cena są niekorzystne.

Typowa krzywa dla płyt CD obrazująca zależność dochodu od ceny fonogramu. Jak widać zarówno zbyt niska jak i zbyt wysoka cena są niekorzystne.

Dziwić może jedynie inna kwestia – przywiązywanie wielkiej wagi(a może nawet pietyzm) rynku fonograficznego do prognoz sprzedaży. Wydawać by się mogło, że przesadą jest wykonywanie dokładnych analiz sprzedaży tydzień czy dwa przed premierą albumu – po co zaprzątać sobie tym głowę? Co się stanie to się stanie, nie prościej poczekać do premiery i wtedy naliczać wielkość sprzedaży? Zróbmy prosty eksperyment myślowy.

Wyobraźcie sobie, że właśnie dzisiaj wychodzi płyta Waszego ulubionego wokalisty. Co robicie? Jeśli naprawdę jesteście jego fanami, zapewne chcecie jak najszybciej ją kupić. Nie wychodząc z domu możecie szybko wejść do iTunes Store, kliknąć „Buy” i gotowe – na Waszym koncie jest już jakieś 10-15 świeżutkich piosenek.

No dobrze, ale załóżmy, że nie interesuje Was sprzedaż cyfrowa a fizyczna – na marginesie, tak jest w przypadku większości; przykładowo płyta Adele rozeszła się w w Stanach w 72% w formacie CD i zaledwie w 28% w formacie digital. Nie dziwię się, bo osobiście wolę mieć pamiątkę, którą mogę dotknąć, a pliki cyfrowe… no cóż, niezbyt się do tego nadają.

adelka

W takim razie biegniecie do najbliższego sklepu muzycznego i szukacie półki z nowościami. A tam… pusto! Rozwścieczeni idziecie w kierunku obsługi i pytacie „Gdzie jest do cholery płyta XYZ?!”. Przestraszony Pan mówi, że do sklepu przywieziono 100 egzemplarzy i wszystkie rozeszły się na pniu. Zdenerwowani wychodzicie bez płyty. Oczywiście tracicie nie tylko Wy, ale także sklep i przede wszystkim wytwórnia.

Zmieńmy nieco historię. Przychodzicie do sklepu i płyta jest!(uff…). Niestety, okazuje się, że jesteście jedyną osobą, która ją kupiła… i to w kolejnych miesiącach. W takiej sytuacji krążki tylko zajmują miejsce na półce, więc za kilka tygodni obsługa sklepu zostawi jedną płytę na wystawie, a resztę schowa gdzieś głęboko w magazynie. W końcu sklep zacznie żądać przyjęcia przez dystrybutora zwrotu zamówionych płyt i tak Wasz ulubiony krążek trafi do jakiegoś ponurego magazynu pod Łodzią. Przykre? Jeszcze bardziej będzie przykro wytwórni, która zamroziła(mówiąc kolokwialnie – utopiła) środki finansowe tłocząc więcej płyt niż może się sprzedać.

Proszę jednocześnie pamiętać, że proces tłoczenia i dystrybucji płyt to nie takie „hop siup” i nie wygląda jak nagrywanie płyt CD-R(W) w domowym zaciszu. Już sama nazwa – tłoczenie – sugeruje, że odbywa się to zupełnie inaczej niż w przypadku PC-towych nagrywarek. Ponieważ jest to dość zaawansowany proces technologiczny, cena produkcji pojedynczej płyty wyraźnie maleje wraz ze wzrostem zamówienia: dla nakładu 500 kopii wynosi ok. 1,50zł/sztukę, podczas gdy już dla 10k spada poniżej 50gr/sztukę.

Podsumowując, mamy dwa bieguny, które mają swoje minusy:

  • Mały nakład – zagrożenie niedostępności produktu = strata(klienci mogliby kupić album, ale nie mogą); wysoki koszt tłoczenia.
  • Duży nakład – ryzyko zamrożenia środków(nakład większy niż zapotrzebowanie – płyty leżą w magazynach, a za to też trzeba płacić) i straty.

Jak we wszystkim znaleźć trzeba złoty środek, tj. wytłoczyć tyle płyt, aby z jednej strony były dostępne dla klientów w najważniejszych sklepach, a z drugiej, żeby nie zalegały w magazynach. Częstość tłoczenia nowych nakładów płyt też należy dobrze przemyśleć – produkcja mniejszymi partiami minimalizuje zagrożenie niedopasowania podaży do popytu, ale z drugiej – im mniejsze partie, tym większy koszt produkcji i dystrybucji(przecież za każdym razem trzeba dowieźć płyty do sklepów i rozłożyć je na półkach!).

I tutaj(wreszcie!) dochodzę do sedna. Po co są te słynne projekcje przed premierą płyt? A po to, żeby wiedzieć ile należy wytłoczyć krążków, aby zyski(na którą składa się liczba sprzedanych płyt a także i koszt produkcji i sprzedaży!) był jak największy. Ot i cała tajemnica 🙂

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s