‚Recenzja’: Sia – „1000 Forms of Fear”

Sia-1000-Forms-of-Fear-2014-1500x1500Z nagłówka można by wnioskować, że ten post będzie o nowej płycie Sii Furler 1000 Forms of Fear. Powiedzmy, że częściowo jest to prawdą.. Ale jeśli myślicie, że będzie to kolejna recenzja w stylu tych, które przeczytacie na Waszych ulubionych stronkach muzycznych z nagrodami albo blogaskach ze szkolnymi „gwiazdko-ocenami”, to możecie zamknąć tę kartę. A właściwie to i zapomnieć o tym blogu, bo celem tej strony jest nie subiektywna ocena muzyki – prawdę mówiąc kompletnie mnie to nie interesuje, a i ludzi zresztą też, bo dla każdego jest ważna tak naprawdę tylko osobista opinia. Celem tej strony jest pokazanie co stoi za muzyką i jakie prawa nią rządzą. I o tym będzie ten wpis.

Sia Furler, 38-letnia wokalistka i songwriterka z Australii. Mimo że 1000 Forms of Fear to jej 6 album, to tak naprawdę o 5 poprzednich chyba nikt nie słyszał. Udało mi się wygrzebać, że poprzedni LP – We Are Born – sprzedał się w nakładzie 61tys. w Stanach, z czego 11tys. w pierwszym tygodniu. Z ciekawości przesłuchałem krążek i nie dziwi mnie ten wynik. Album typowo alternatywny, czyli mówiąc po ludzku – celujący w specyficzny gust, na pewno nie komercyjny. I tak byłyby pewnie z kolejną płytą gdyby nie współpraca z Guettą.


Titanium, od którego wszystko się zaczęło, powstało tak naprawdę na zlecenie francuskiego, komercyjnego DJa. Sia dostała plik z instrumentalami, miała wybrać któryś z nich i napisać do niego utwór. Wybrała ten, który był najmniej elektroniczny(sama przyznała, że nie znosi EDM – warto zapamiętać). Guetta bez jej zdania, za namową Katy Perry, wydał Titanium z wokalem Sii z demonstracyjnej wersji. Kompozytorka w jednym z wywiadów stwierdziła, że była początkowo wściekła, ale później zrozumiała, że dzięki temu jej kariera nabrała tempa.


W powyższym tekście słowa „komercyjny” i „kariera” nie są randomowo pogrubione. Warto zauważyć, że po napisaniu Titanium Australijka zaczęła tworzyć typowo popowe kawałki – Diamonds, Pretty Hurts czy Perfume. Nagrała też ponownie z Davidem Guettą elektroniczne She Wolf (Falling to Pieces) – mimo że wcześniej stroniła od EDM.

Do czego zmierzam? Widzę jak recenzenci wierzą w „altruistyczną i bezinteresowną” postawę Furler. A prawda, może dla niektórych nieco gorzka, jest taka, że Sia zaznała międzynarodowej kariery i czuje się z nią całkiem dobrze. I wcale nie przeczy to okładce Billboardu – podejrzewam, że Australijka wcale nie pragnie sławy. Pragnie jedynie, aby publice podobała się jej muzyka i to jest najpiękniejsza i najbardziej normalna motywacja jaka może istnieć dla artysty.

sia-bigger-600

O muzyce stricte

1000 Forms of Fear odróżnia od poprzedniego krążka świadomie kreowane popowe brzmienie; stylistyka pozostała w miarę ta sama, ale utwory nabrały komercyjnych kształtów. Tak naprawdę na albumie co druga piosenka mogłaby stać się radiowym powerplayem: od Chaliendera, który radzi sobie całkiem nieźle, przez promo-singiel Big Girls Cry, Fire Meet Gasoline(zapewne drugi lub trzeci singiel), dynamiczne Hostage czy moje ulubione Elastic Heart(coś w stylu „buzz-single” tej płyty). Paradoksalnie stanowić to może… zarzut! Trafnie podsumował to Paweł Gzyl z Onet.pl:

Jeśliby słuchać zawartości „1000 Forms Of Fear” jako pojedynczych piosenek wyjętych z albumowego kontekstu, okazałoby się, że są to całkiem udane nagrania. Zestawione ze sobą razem – wywołują z czasem uczucie znużenia i zmęczenia nadmiarem ekspresji, podobieństwem aranżacji i jednostajną tonacją.

Przy czym chcę zauważyć, że Sia nagrała pop zwany przez niektórych szlachetnym, czyli mówiąc wprost, ballady określane mianem „power-ballad” dostosowane do wzorców muzyki „radiofriendly”. Jeśli Furler ma odnieść naprawdę wielki sukces, to właśnie dzięki temu.

Money, money, money

W całym świecie muzycznym od kilku miesięcy aż huczy o 1000 Forms Of Fear. No bo przecież to Sia – autorka numeru jeden na Hot100 i songwriterka gwiazd. Prawda jest taka, że mówi o niej tylko świat muzyczny. Mimo że Chaliender dotarł do Top10 sprzedaży iTunes, kompozytorka nie przebiła się w opinii publicznej. Gdyby nie sprytna kampania RCA, Sia nie zdobyłaby prestiżowego „Number-One” na liście Billboard 200. Dodam, że pierwsze miejsce na liście sprzedaży jest swego rodzaju elementem promocji.

Po pierwsze album wydano latem – lipiec i sierpień to okres, gdy największe gwiazdy muzyczne odpoczywają, koncertują lub szlifują nowy materiał na jesień. Oznacza to brak konkurencji. Po drugie krążek fizycznie był dostępny w promocyjnej cenie 7,99$. Mimo, że to obniżka 1$, to jednak wpływa na popyt.

No i rzeczywiście, „number-one album” gotowy. Tyle, że sprzedaż rzędu 52tys. 162 kopii dla najlepiej sprzedającego się albumu w ponad 300-milionowym kraju jest żałosna i najniższa od dwóch lat(Zac Brown Band, Uncaged 48tys., 11 sierpnia 2012). Czy naprawdę ten #1 jest powodem do dumy Sii? Dodam tylko, że gdyby nie ona i nie obniżka ceny Frozen w Amazonie i Google Play, numerem jeden byłby In the Lonely Hour Sama Smitha z 42tys. sprzedanych kopii. Byłby to zatem najgorszy wynik w 23-letniej historii SoundScanu. Obecnie ten niechlubny rekord należy do Cake i ich Showroom of Compassion – w styczniu 2011 osiągnął nakład 44tys. kopii w tygodniu debiutu zajmując 1. miejsce na liście Billboard 200.

1000 Forms of Fear po kawałku

Podsumowując, album to kawał dobrego, szlachetnego popu z masą potencjalnych przebojów. Zyskać może poprzez umiejętne wydawanie singli przez wytwórnię. Mam jednak wątpliwości co do ich chęci, patrząc na słaby support pierwszego singla w radiu – okolice 10. miejsca na liście sprzedaży w USA przez kilka tygodni i 79. miejsce pod względem Audience Impression jest bardzo wymowne. Taki jest rynek, każda wytwórnia ma swoje priorytety i „ważniejsze”(czyt. bardziej dochodowe) gwiazdy…

Advertisements

7 thoughts on “‚Recenzja’: Sia – „1000 Forms of Fear”

  1. Mimo iż można wyczytać w Twoim artykule, że „album to kawał dobrego popu”, wyczuwam niechęć wobec Sia (Sii) – dobrze rozumiem czy chodzi raczej tu raczej o to co dzieje się w przemysle muzycznym?

    • Buzz-single „zapowiada” nowy materiał, ale nie jest wydawany jako oficjalny singiel(bez teledysku i wysyłania do radia). „Elastic Heart” poznaliśmy przy okazji premiery „Igrzysk śmierci: W pierścieniu ognia”, które promował i znalazł się na soundtracku. Można jednak powiedzieć, że w pewien sposób zapowiadał album Sii 🙂

  2. Ja byłem mocno zszokowany i nadal jestem popularnością Chandelier. Myślałem, że tylko pobędzie sobie wysoko na ARII i to koniec kariery Sii i ten singiel zostanie tylko dla mnie i nikt ze znajomych nie będzie znał tej perełki. Niestety Chandelier rozrosło się na cały świat i prawie każdy już to zna. 😦 Przez to trochę mi zbrzydło. Ale uwielbiam za to Elastic Heart do Igrzysk Śmierci. Przesłuchałem trochę tej płyty i jak dla mnie jest bardzo udana.
    http://zyciejestmuzykaaa.blogspot.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s