Lana Del Rey, „West Coast” – recenzja

Lana-Del-Rey-West-Coast-single-cover-artLana Del Rey to swoiste objawienie muzyczne drugiej dekady XXI wieku. Podczas gdy większość producentów dąży w kierunku nowych, elektronicznych brzmień, Amerykanka wróciła do nieco archaicznego nurtu podbijając serca milionów słuchaczy na całym świecie, w tym oczywiście Polaków. Jej płyta Born To Die tylko w jednym kraju – naszym – zdobyła status diamentowej płyty. Czy to samo spotka krążek Ultraviolence, którego premiera nastąpi już w czerwcu tego roku? Tego nie wie nikt. Tymczasem cieszmy się pierwszym singlem promujący album – utworem West Coast. Nie można ukryć, że utworem wyjątkowym.

West Coast to przede wszystkim bardzo nietypowa, patrząc na współczesne trendy, kompozycja. Większość analiz piosenek zaczynam od podania ogólnych(nazywam je globalnymi) cech. O ile bez problemu można wypisać długość – 4:17 – czy tonację utworu – F#m – to sporym problemem będzie tempo.

 

Tempo

Każdy słuchacz bez problemu zauważy różnicę w tempie między zwrotkami a refrenem, a dokładnie około dwukrotne zmniejszenie tempa. Taki zabieg nie jest oczywiście niczym rewolucyjnym – proszę przesłuchać utwory I Knew You Were Trouble Taylor Swift czy Slow Down Seleny Gomez.

Nie jest rewolucyjny pod warunkiem dokładnie dwukrotnej zmiany. Tutaj tak nie jest! Tempo zwrotki to ok. 123BPM, a refrenów – 63BPM, co pomnożone razy dwa daje 126BPM! Ta dyskretna różnica trzech uderzeń na minutę daje pewien specyficzny klimat. Dodatkowo w obrębie tych samych makroform(zwrotki/refreny) tempo nie jest stałe i ulega nieznacznym wahaniom(+/-1BPM).

Co jest jeszcze bardziej zaskakujące, między kolejnymi częściami utworu można obserwować(przy dokładnej analizie) przesunięcia taktów w czasie. Są to co prawda rzędy milisekund, ale wszystko razem daje bardzo ciekawy efekt przypominający improwizowany utwór nagrywany bez metronomu. I o ile precyzja w muzyce jest niesamowicie ważna, to tutaj te „falowanie” rytmu idealnie wpasowuje się w stylistykę West Coast charakterystyczną dla lat 60-tych.

 

Lata 60-te

Bo właśnie muzycznych źródeł West Coast należy szukać w latach sześćdziesiątych. Chyba najsilniejszymi inspiracjami w tworzeniu tej kompozycji byli The Beatles i ich And I Love Her z bardzo zbliżonym riffem bassowym. Podobne brzmienie możemy znaleźć także w utworach You Showed Me The Turtles czy Spooky Classics IV i wielu, wielu innych.

 

 

Forma

Również sama forma jest charakterystyczna dla muzyki lat 60-tych. Obecnie tą podstawową jest:

Intro-Zwrotka-Refren-Zwrotka-Refren-Most-Refren-Outro

Nie zawsze tak było. Ten schemat wyewoluował z tzw. „thirty-two-bar form”, zapisywaną w skrócie „AABA”. Jej podstawowym elementem był, nie jak dzisiaj refren, a zwrotka(A) o długości 16 taktów. W tego typu kompozycjach po drugiej zwrotce występowała tzw. środkowa ósemka(B, prototyp współczesnego mostu) o długości 8 taktów.

W latach 50 i 60, gdy formę „AABA” zaczęła wypierać struktura „zwrotka-refren” powstawały liczne, ciekawe hybrydy. Jedną z nich było zastosowanie środkowej ósemki po pierwszym refrenie. I dokładnie tak samo jest w West Coast.

 

Budowa i harmonia

Utwór rozpoczyna się introdukcją zharmonizowaną jednym akordem F#m. Po niej mamy zwrotkę z trójakordową progresją F#m-E-D – warto zauważyć, że to bardzo popularna progresja w pierwotnej muzyce rockowej. W przedrefrenie obserwujemy zmianę progresji(i wzrost rytmu harmonicznego) do F#m-E-D-E-F#m-B-A(z charakterystycznym odwróceniem sekwencji). Trzy ostatnie akordy tworzą tzw. kadencję i ta jest również typowa dla muzyki lat 50 czy 60 aniżeli współczesnych utworów popowych. W refrenie mamy kolejną zmianę sekwencji do Bm-D-F#m-C#m-D-E-F#m-E-D(taka złożona progresja akordów z licznymi „powrotami” do poprzedniego akordu to też typowe dla muzyki sprzed 50 lat). I w końcu, po refrenie obserwujemy middle-8(tutaj widać, że to nie to samo co most) o budowie identycznej jak intro. Dalej mamy zwrotkę i powtórzony dwukrotnie refren, a to wszystko bez mostu.

 

West Coast to piękny powrót do muzyki lat 60-tych. I to powrót w najdrobniejszych szczegółach.

Advertisements

One thought on “Lana Del Rey, „West Coast” – recenzja

  1. Lanę uwielbiam właśnie za to, że w swojej twórczości nawiązuje do brzmień z przeszłości…czasem mam nawet wrażenie, że jej głos najlepiej brzmiałby odtwarzany na starych, winylowych płytach…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s