„Britney Jean” – czy to koniec kariery księżniczki pop?

britney-jean-album-cover-britney-spears-35920943-960-951-1385498535Obserwuję Britney Spears prawie od początku kariery. Fakt, gdy świat(a ja wraz z nim) oszalał na punkcie …Baby One More Time nie wiedziałem że istnieje coś takiego jak singiel. Niemniej jednak wyrastałem w tle słysząc głos amerykanki. Moja opinia na jej temat zmieniała się jak w kalejdoskopie, ale z singla na singiel, z płyty na płytę rósł we mnie niepokój. Czy Britney jest wstanie udźwignąć krzyż sławy?

Zysk, zysk, zysk

Kariera Spears zaczęła się pod koniec lat 90-tych, kiedy kapitalizm i konsumpcjonizm wyznaczały kierunek właściwie wszędzie gdzie się dało. Muzyki to nie ominęło. Przychody rynku muzycznego osiągały największe wartości w historii. Wytwórnie płytowe zaczęły łączyć się w coraz to większe korporacje. Zysk był wartością nadrzędną. Niestety wpłynęło to na muzykę, która była wtedy wyłącznie produktem. Co więcej, szybko zrozumiano, że wykonawca też nim może być. Wystarczyło go tylko stworzyć – dać materiał, wizerunek i miliony dolarów na promocję. Tak, tak właśnie powstała gwiazda Britney Spears.

Britney drogę do kariery otworzył Clive Calder. To on uznał, że młodzieżowe gwiazdy są dochodowym interesem(A nie jest tak? Popatrzcie na One Direction). A Britney była młoda, ładna,potrafiła się ruszać i, wbrew niektórych opinii, całkiem dobrze śpiewała. Idealny materiał na gwiazdę!

Nowa Madonna?

Dzięki sztabowi ludzi Britney osiągała niesamowite sukcesy na płaszczyźnie pop, przez co niektórzy nazwali ją następczynią Madonny. Współpracowała z najlepszymi ludźmi, jej muzyka była jak na tamte czasy naprawdę dość dobra. Może nie dojrzała, ale dobra. A już na pewno sprzedawała się wyśmienicie – jej drugi studyjny album, Baby One More Time, osiągnął nakład ponad 30mln zajmując 44. miejsce na liście najlepiej sprzedających się krążków w historii muzyki.

Kryzys

Niestety, dobra passa nie może trwać wiecznie. Po wprowadzeniu Napstera(prototyp torrentów)w 1999r rynek muzyczny wpadł w głęboki kryzys. W ciągu 4 lat przychody w Stanach spadły o 30% uzyskując poziom sprzed 15lat. Nie zachęcało to wytwórni do ładowania grubych milionów w promocję Britney, której płyty sprzedawały się coraz gorzej. Co prawda wyniki były wyjątkowo dobre jak na pierwszą dekadę XXIw., ale mimo wszystko poniżej oczekiwań. Spears totalnie nie radziła sobie z nawarstwiającymi się problemami.

Britney Jean

Jest koniec listopada 2013r. Britney wydaje nowy album – „Britney Jean”. I co? I nic. Britney, mimo wielkich chęci, nie dała rady zapanować nad ewidentnym chaosem, który widać wszędzie. Powiedziałbym nawet, że to nie płyta Britney. To płyta przerośniętego ego will.i.ama, który chyba uważa, że jest najlepszym producentem wszech czasów. Niestety nie jest, a dowodem na to jest właśnie „Britney Jean”.

Bo jak można wyjaśnić zmasakrowane „Alien”? Tak, zmasakrowane, bo jak inaczej nazwać nieporadnie posklejany wokal? Albo „It Should Be Easy”? Tak właściwie to śpiewa już komputer czy jeszcze Britney?

Forma

Większości piosenek brakuje formy. To po prostu złe, bardzo złe kompozycje. Powrzucanie modnych i drogich presetów do projektu nie stworzy dobrej produkcji. Są DJe, którzy robią więcej i lepiej na swoich pirackich kopiach FL studio za pomocą darmowych wtyczek.

Co prawda są tam utwory godne uwagi. „Till It’s Gone” to świetna, taneczna produkcja inspirowana muzyką eurodance i euro-trance wczesnych lat poprzedniej dekady z prostym ale chwytliwym hookiem w refrenie. „Brightest Morning Star” – najlepsza kompozycja na krążku – spokojnie miałaby szanse zostać międzynarodowym hitem na miarę „Roar”. Wystarczyłoby nieco więcej popracować nad wokalem i przede wszystkim umieścić ją w standardowej wersji albumu, nie deluxe. Tak samo „Now That I Found You” – modna, wesoła elektroniczna wstawka sprawdziła się u Aviciiego. Czemu nie u Britney?

Kasa nie stworzy płyty dekady. To współpraca najlepszych ludzi w swoim fachu to robi. Owszem – często, żeby taka kolaboracja zaistniała potrzeba pieniędzy. Taki jest współczesny świat. Mam nadzieję, że zapowiedzi Britney o przerwaniu kariery nie są poważne. Chciałbym, aby nawiązała współprace z kimś nowym. Z kimś kto pomoże jej stworzyć materiał pop nowych czasów. A od will.i.ama powinna uciekać jak najdalej stąd. „Scream and Shout” było chyba tylko wypadkiem przy pracy.

Advertisements

5 thoughts on “„Britney Jean” – czy to koniec kariery księżniczki pop?

  1. Najlepszym dowodem na to, że nowy album Britney to kompletny niewypał, jest fakt, że o „Britney Jean” dowiedziałem się dopiero czytając ten post. Zadaję sobie pytanie – Jak to możliwe?
    W muzyce jestem na bieżąco, a karierę amerykanki staram się śledzić bez przerwy. A jednak, tak ważna informacja jakoś mi umknęła.

  2. „jej drugi studyjny album, Baby One More Time” – akurat BOMT było jej debiutanckim albumem 🙂 Drugi to Oops!… I Did It Again – nieco ponad 20 milionów sprzedanych.
    I fakt – will.i.am wciska jej wszystko, co najgorsze, a ona bez sprzeciwu to wszystko przyjmuje. I zdecydowanie źle na tym wychodzi. Akurat mnie się „Alien” podoba, aczkolwiek fragment ok. 2:14, gdzie wokal jakby „przeskakuje” jest koszmarny. Coś takiego nie powinno się znaleźć na albumie topowej gwiazdy. Dalej „Body Ache” i „Tik Tik Boom” są okropne. „Perfume” i „Brightest Morning Star” próbują się bronić, ale nie da się ukryć, że dużo im do starszych nagrań Brit brakuje. A „It Should Be Easy” może lepiej zostawmy bez komentarza…

    • Fakt, miałobyć pierwszy, ale jakoś zaginęło w akcji 😉
      Nie mówię, że „Alien” to zła piosenka, tyle, że vocal editing jest na poziomie przedszkola, co dyskwalifikuje tę piosenkę w jakimkolwiek świetle. A szkoda.
      Nie potrafię pojąć po co will.i.am daje tak agresywne autotune, naprawdę, sam sobie szkodzi…

  3. „Alien” – abstrahując od technicznej wpadki – jest świetny i jako otwarcie płyty zapowiada coś, czego niestety nie udało się zrealizować.

    W ogóle z powstawaniem tej płyty jakieś jaja były, zapowiadano gwarantujących jakość producentów (min. Darkchild, Dev Hynes), a później wraz z nadejściem will.i.ama kolejne nazwiska zaczęły się wykruszać no i efekt mamy na płycie. (swoją drogą gdzie Max Martin? nawet Dr Luke nie zaszczycił albumu swoją obecnością)

    Wspomniany „Alien”, „Work Bitch” (piosenka której nienawidziłem, a która ostatnio mi się spodobała) i „Perfume” (zdecydowanie z czasem zyskuje) to jedyne jasne punkty tego albumu, cudownym zbiegiem okoliczności będące utworami 1-3. Jest jeszcze „Brightest Morning Star”, ale to kawałek bonusowy. Jeśli patrzeć tylko na podstawową dziesiątkę utworów, to jest strasznie słabo, pozostała siódemka to utwory w najlepszym wypadku będące banalnymi zapychaczami („Passenger”, „Chillin’ With You”, „Don’t Cry”), a w najgorszym („It Should Be Easy”, „Tik Tik Boom”, „Body Ache”, „Til It’s Gone”) siermiężnym, chałturniczym popem którego należałoby się spodziewać po trzecioligowych piosenkarkach aspirujących do miana gwiazdki popu, a nie po żywej legendzie.

    Britney oczywiście nie jest i nigdy nie była artystką w takim sensie, w jakim jest np. Lady Gaga, dla mnie to zawsze był avatar dla producentów, za pośrednictwem którego wypuszczali w świat pop najwyższej klasy. I to się sprawdzało, aż do tej płyty. Może następna będzie lepsza, a przynajmniej mogłaby być, gdyby Britney usunęła ze swojego otoczenia will.i.ama i zadzwoniła do producentów tworzących pop przez duże P, no ale z drugiej strony jeśli to tylko marionetka w rękach wytwórni i managera, to może nie być tak łatwo.

  4. Pogadajmy jeszcze o jednej pomijanej rzeczy, absrtachujac od tego niewypału albumowego. Jej głos. Właściwie wypalone struny glosowe. Jezeli na płycie słychac ze ma problem z tonacja, ze skrzeczy to juz jest ostro. Uwazam, ze straciła głos poprzez niewłaściwie użytkowanie go i to bardzo szybko bo gdzies w 1999 roku. Jako dziecko bardzo krzyczała i nadwyrężała go. Widać to na filmach z dziecinstwa. Nie wiem czy wogole brała jakieś lekcje śpiewu w późniejszym etapie życia. Może nikt jej nie nauczył jak sie nim posługiwać ? Niestety zaowocowało to jego stratą. Dlatego te piosenki wyraźnie słychać, ze mieli jakis syntezator. Bardziej mówi niż spiewa. Wracając do albumu. To pytanie. Co ona ma z tym BITCH ? Jakaś moda czy coś? Gimme more, Scream and Shout teraz Work …? Po co uzywac tego epitetu, ze to jej sygnał rozpoznawczy ? Uwazam, ze WB nie ma nic do przekazania, jak i cały album. jedyna piosenka która zostawilem to Till its gone. I co sie dzieje z jej tańcem? Zawsze ładnie sie ruszała a teraz podskakuje rzucając głowe na boki tylko, jak kłoda. Zauważyłem to po tym załamaniu co sie ogoliła na głowie. Uważam, że albo coś jej sie przestawiło albo to efekt leków na psychike. Zła współpraca pólkól mózgowych wpływa na brak wyczucia muzyki i taktów. Wydaje mi sie, ze na to cierpi. Jako wieloetniemu jej fanowi, ciezko mi sie patrzy na nią obecnie. Jej wystepy w x factor to tez było głupie posunięcie, wogoe mi sie tam nie podobała i widac było, ze ma jakies problemy. Zapłakane oczy, zagubienie, nagłe wyjścia ze studia. Dzieje sie cos nie dobrego, i mam wrazenie ze to sie źle skończy 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s